Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

April 21 2015

Annato
Mój pokój ostatnio zmalał.
Niby ta sama szara tapeta
Otula wszystkie mebelki
Brak miękkiego dywanu
i zimno wielkiego okna.
Niby wszystko jest jak dawniej.
Niby.

Ale w moim pokoju pokazuje się
szary zegarek. Odliczał kiedyś
Wartościowe dni, teraz
liczy sekundy ciszy.
I tak siedzę

w tym,
skurczonym pokoju.
Przed sobą mam strach,
w postaci białej kartki.
Jakby zapisać na niej,
że nie żałuję tego co zrobiłem.

I to ciągle mój pokój,
Czy jeszcze zmaleje?
Czy odejdę nie pożegnawszy się.
Ze starą kanapą przesiąkniętą kurzem.
Trzeszczącą podłogą która przeklina moje
niezgrabne palce niosące kubek z wrzącą herbatą.
I stare drzwi które skrywają wiele sekretów.

Puścić to wszystko.
Tak ciężko.

April 03 2015

Annato
Tak sobie siedzę i piszę.
Jak tu wyrzucić z siebie coś mądrego.
Co będzie coś znaczyło. 
Podwójne dno miało.
Albo potrójne, daj sobie zaszaleć.
I jakaś nagroda, literacka czy filmowa.
Nie ważne. 
Ważne że to ty. Że coś ci napompuje ego.
I polecisz w chmury. 
Bo ponoć na świat lepiej patrzy się z góry. 
Jak aniołki żyjące według zasad. 
Tyle, że twój wiersz nie jest miły.
Ani skromny.  
To źle. 
I powrót do rzeczywistości. 
Przykazania złamane, ego dziurawe.
Nic mądrego tu nie ma. 
Przez dziurkę od klucza spogląda gospodyni.
Czy aby wolno zapukać. Czy go nie zbije z tropu.
Inkaust to staroć. 
Teraz nobla się pisze tylko 
palcem na kwarcowym stopie.
Przecież to tak ułatwia życie.
Rzeczywistość XXI.
Natłok informacji zabija treść.
Zastanawiam się po co to robię.
Może dać sobie spokój?

February 04 2015

Annato
6881 3fe3 500

December 04 2014

Annato
Wiatr nakazuje iść w inną stronę.
Rozluźnić sztywne palce.
Osiąść na mieliźnie.

Letarg w głębinie, czy
bieg po rozgrzanym słońcu pustyni.
Efekt wciąż ten sam. 
Unika mi to,
Ograniczona percepcja. 
Ale odpowiedzialność wciąż ta sama.
Jak opisać moje życie?

Tysiące ludzi rzucających
słowo w puste echo. Sam
nakręcam drewnianą lalkę.
Dryfujemy na tafli morza.
A pod nami.
Statek.
Stary maszt przypomina,
Złamane zapałki.
Które nie doznały ciepła.
Całkowicie jak las po przejściu tornada.
A raczej kilku małych wiatrów.  
Deski pęcznieją, wychodzi z nich mały kat.
Nie uciekniesz przed nim,

A czas?
Przybije lalkę do dna.
Stanie z góry.
Zawinie głowę w nałogi.
Nic nie widzę. I słucham go.
A on wie, że najmniejszy szept.
Krzykiem czterystu wielkich Igieł.
Wpijających się w moje uszy.

Ale ja go nie widzę.
Ty go widzisz?
Perspektywa zmienia się z czasem.

November 22 2014

Annato
Rozrzucone rękawiczki kobiety dążącej do nieskazitelności,
błyskotki z jej szyi. To wszystko przypomina mi czas, gdy jeszcze dzień nie był taki okrutnie rzeczywisty. Gdy prawie wszystko miało swoją cenę. Tylko nie zegarek wiszący nad drzwiami. I to stworzenie o tak niewinnej posturze niszczy mi cały mój spokój, który budowałem przez tyle lat. Stracić wszystko w jednej turze. Nawet jeśli myślisz że nie masz już nic do stracenia.

November 11 2014

Annato

Zmęczone ciężkie powieki

Niesione  dźwiękiem kałuży

prowadzą na ulice

Skup się

Usłysz spokój

Czarne okna wróżą noc

Wygaszonym latarniom.

I prowadzi cię

Prosto w mrok

Lecz ty idziesz

Bez zawahania

Nie możesz uwierzyć

Że to koniec

Czekania

October 18 2014

Annato
Powoli zasypiam,
Deszcz obmywa kolumny,
Idące gęsiego, kręcą
kołem fortuny, Nieustannie
dążą do nas
zmiany barw.

Nadzieje w sobie noszę
Małe ziarno
Nie widać na dłoni,
Tyś życiem dla niego
Ty jego natchnieniem
Urodzisz zboża łan
Tak zimna, tak sama.

Pukam do bram
lodowego pałacu
Snutego w melancholii
Serca twego
Niepewny grunt
Usypany nie w róże czy frezje
Jedynie w twój szept
Który karze mi zawracać.
Bajkowy dywan.
I włosy me przeplata.
Zimny oddech królowej zimy.
Ponętnej w żałobie
Po własnej osobie.
Podmuch niesie ze sobą 
Woń leśnej polany
W środku pałacu owiniętego
Murem z lodu
A ja?
Sunę przez wiatr,
Do głębi czerni dwóch,
cukierków lukrowanych.
I ust karmelu.

September 26 2014

Annato
2930 f031

September 04 2014

Annato
4004 fa2c 500

July 06 2014

Annato
8109 36a6

July 05 2014

Annato
6302 3ad7 500
Annato
Starać się nie panikować. 
Zamknąć oczy i iść w nieznane.
Pełznąć za zapachem akwareli.
Ciężko niesie się farbę.
Łatwo rozlać o podłogę. 
W całej misternej staranności 
Nie wiesz gdzie trafiasz. 
Nikt dobrze nie maluje kredkami świecowymi.
Czas ucieka. 
Wyrzucasz kredki.
Niejeden łamie palce, zagryza wargi.
Dalej, nikt nie pracuje dobrze.
Bliżej, każdy taki sam.
Patrzysz z pobłażaniem na dzieciństwo.
Obraz szybko się odkleja.
Szczególnie za spoconym uchem.
Zwiędłego gargulca.
Palce jego utwardzoną gliną, 
Zaschniętą farbą i starą terpentyną.
Śmierć dobrze rysuje ołówkiem.
Szczególnie daty.

May 02 2014

Annato
Czas się szybciej traci. Ale czekanie się nie skraca.

April 30 2014

Annato
Na skraju leśnego jabłka, ogrodu pełnego uśmiechu. W którym brakuje słodyczy, a runo pachnie surowo. Mały robak siada na najpiękniejszej gałęzi. Strach przed jej delikatnością zawodzi jego mały rozum. Kwiat pustyni goni plażę. I drinki z parasolką. Robak nie myśli o jutrze. Ale stara się wierzyć.

March 26 2014

Annato
Napisałem tutaj kogoś, ale zmazałem go kciukiem.
Narysowałem, zalałem atramentem.
Brudne palce wskazują na mnie.
Porzucony pergamin wskazuje na swojego oprawce.
Zranionego własnym orężem.
Owiniętego gorzkim smakiem prawdy.
Nie wiem jak to się stało.
Szczegółów nie podano.
Ogólnik kopytem rozgrzebuje.
Wczoraj żal.
Dziś tortura.
Jutro wyrok.
Wierzchowiec ten siłą nie gardzi.
Zasiądę z nim kiedyś.
Czeka mnie pokój który skórę wysuszy na wiór.
Z popiołu powstałem.
Popiołem zostaniesz.
Brak mi odwagi.

March 21 2014

Annato
9573 6e58 500

March 20 2014

Annato
0941 d163 500
Reposted bytutus tutus
Annato
3853 2dbc 500

March 19 2014

Annato
2608 15b6 500
Annato
Pogrążam się w całkowitej niewiedzy. Nie wiem jak można jeszcze bardziej, ale robię. Do tej pory tylko przed samym sobą odpowiadałem za swoje czyny. Teraz do tego dochodzi i Bóg i rodzina. Perspektywa jest względna. Wiara też. Wszystko jest względne. Oprócz pieniędzy. Czyli nie wszystko. Denerwujące trochę. Ale to chyba dobrze. Czasem trzeba mieć do czego dążyć. Wszystko w około to same ogólniki. Miłość, szczęście, rodzina i Bóg. A pieniądze? Banknotem mogę się podetrzeć. Teoretycznie rodziną też, choć preferuje pewniejsze sposoby na rozrywkę. Gdzie się nie ruszę tylko gangsterzy, dziwki i dragi. Jak w średniej klasy kinie akcji z lat 80. Okropieństwa. Nie nadaje się ani do szycia, ani do prucia. Jedyne czego mogę dokonać to dać się pokonać życiu. Nigdy jak dziś mnie ciągnie to samotnych plaży, do wzgórza pełnego wiatru. Książka w ręku, mała łódka i coś do picia. A w koło nie ważne czy woda czy piach. Ważne że nie słychać niczego poza podmuchem wiosny. To byłby raj. I znów dla porównania dostaję komputer, zimną wodę i za małe twarde łóżko. Wrażliwym dla mnie byłeś. Ktoś mnie woła. Ponoć trzeba wierzyć w lepsze jutro. Tylko dlaczego one nie nadchodzi. P u f
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl